Z pewną obawą przyłożyłam kartę do terminala. Chwilę później klamka zapadła - nieodwołalnie i nieodwracalnie stałam się właścicielką książki "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia". Skąd wątpliwości, skąd obawy? W Lądku dokonałam zakupu, kierując się jedną pozytywną recenzją (niestety poniewczasie zdałam sobie sprawę, że była to recenzja oryginału) - teraz pokładałam nadzieje w znanym mi nazwisku jednego z autorów. Bez przekartkowania, bez zasięgnięcia kilku opinii, krótko mówiąc - prawie w ciemno. Tym razem się opłaciło :)
Mimo przepaskudnej pogody w środowy wieczór w Faktycznym Domu Kultury nie pozostało ani jedno wolne krzesło. Być może dlatego, że każdy zmókł po drodze tak samo, panowała dość rodzinna atmosfera. W końcu jednak swoje miejsca zajęli Dominik Szczepański i Piotr Tomza (autorzy książki), prowadzący spotkanie Paweł Drozd oraz może nie niespodziewany, ale na pewno niezapowiedziany (publiczności) gość - Paweł Witkowski alias Kudłaty. Można zaczynać!
Na początek drobna wpadka prowadzącego, który z wielkim trudem wydukuje (niezbyt przecież długie) nazwy dwóch "stron" szczytu, po czym z dumą oświadcza, że nie musiał przynajmniej zaglądać do notatek. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że Paweł Drozd zajmuje się zapewne na co dzień inną tematyką... ale pewne podstawowe informacje - jak na przykład miejsce akcji i bohaterowie - znać by wypadało. Później na szczęście było już o wiele lepiej! I tę sytuację zdecydowanie należy traktować jak drobną wpadkę, a nie jakąś ogromną wtopę ;) Gdyby zdarzyła się nieco później, kiedy na dobre weszłam już w rytm kolejnych opowieści, pewnie nie zwróciłabym na nią nawet uwagi...
Zaś co do samego spotkania: z perspektywy osoby, która książki jeszcze nie czytała - arcyciekawe. Dominik i Piotr jak z rękawa sypali anegdotkami, ale też i poważniejszymi historiami, powodując płynne zmiany nastroju wśród widowni. A najbardziej ujął mnie fakt, że ledwo wspomniane zostało samo zdobycie góry, moment ataku szczytowego - dużo więcej czasu pochłonęło portretowanie poszczególnych aktorów tego zimowego spektaklu. Wszystkich - nie tylko trójki zdobywców czy czwórki uczestników ostatniego wyjścia. Przyznam, że zdarzało mi się na kilka chwil odpłynąć - ale nie ze znudzenia - po prostu porównywałam daną wypowiedź ze słowami z innej prelekcji czy też rozmową z jednym z himalaistów "z naszego podwórka". A jeśli udaje się zmusić słuchacza do naprawdę daleko sięgających refleksji, to tylko świadczy dobrze o opowiadających, czyż nie?
Nie sposób nie wspomnieć też o Kudłatym (prowadzący na początku spotkania upewnił się, czy na pewno może się tak do niego publicznie zwracać - więc ja chyba mogę też tak pisać ;)), który doskonale uzupełniał się z Dominikiem i Piotrem. Szeroko uśmiechnięty, z burzą dredów i nieco rozbieganym wzrokiem - nie da się nie lubić! Nanga była dla niego Wielką Przygodą - i to niezaprzeczalnie słychać w jego opowieściach. Słychać też fajną energię, którą dzielił z chłopakami z Justice For All. Energię także muzyczną - i to będzie chyba dobry moment, by przypomnieć pewien filmik... Za podkład służy oczywiście Na szczycie GrubSona. Wychodząc z koleżanką ze spotkania, zatrzymamy się na chwilę w drzwiach, by dosłuchać do końca... bo ten kawałek nigdy się nie nudzi. (A ja będę przypominać sobie usilnie, że gdzieś na szczycie góry/wszyscy razem spotkamy się czytając następnego dnia doniesienia z Himalajów Gharwalu...)
A co, jeśli nie było Was na spotkaniu? Przeczytajcie książkę! Jasne, to nie do końca to samo, co usłyszeć te historie na żywo, ale naprawdę warto. Warto dla niezwykle trafnych portretów kilkunastu indywidualności, które przybyły tej zimy pod Nagą Górę. Warto dla spostrzeżeń osób, które znalazły się "pomiędzy" - będąc nie tak zupełnie obcymi, ale też nie należąc do żadnego z zespołów.
Nanga Dream - to nazwa teamu Tomka Mackiewicza i Elisabeth Revol. Ale Nanga to dream każdego ze znajdującego się tej zimy po stronie Diamir czy Rupal wspinacza. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Ach, można jeszcze wzorem Marka Klonowskiego uznać, że właściwa odpowiedź na pytanie "dlaczego się wspinasz?" brzmi "żeby mieć ładną cerę" :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz