Wróciłam... zachwycona. Niewyspana, zmęczona, podrapana, ale przeszczęśliwa. Stojąca na niesamowicie wysokim poziomie organizacja, multum atrakcji, ciekawe prelekcje i filmy, piękna pogoda, no i świetne towarzystwo - wszystko to zagrało idealnie.
![]() |
| Dziewczyny w komplecie ;) fot. Kamila Gajewska |
Były hamaki. Dużo przytulnych hamaków we wszystkich kolorach tęczy. Obok nich - slackline. Wąska taśma zawieszona kilkanaście czy kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. I uwierzcie mi na słowo, przejść całą długość slacka to nie lada sztuka. Poza tym - dmuchana ścianka wspinaczkowa dla małych i dużych. Ach, zapomniałabym - jeszcze rowery.
![]() |
| fot. Kamila Gajewska |
Tak tak, to wciąż ta sama impreza! A nie wspomniałam nawet o prelekcjach i filmach, czyli tym, co stanowi o sile większości festiwali. Na tym polu organizatorzy też nie mieli się czego wstydzić. Można było posłuchać m.in. opowieści Krzysztofa Starnawskiego, Krzysztofa Wielickiego, Janusza Gołębia czy Piotra Pustelnika.
![]() |
| fot. Asia Wójcik |
W sobotę szykowałam się w zasadzie na jedną prelekcję - Kamili Kielar. Odkąd usłyszałam tę dziewczynę na festiwalu w Rzeszowie, z niecierpliwością czekałam na kolejną okazję do posłuchania o kolejnej niesamowitej wyprawie. Tym razem Kamila opowiadała o samotnym przejściu Pacific Crest Trail - bagatela 4300 kilometrów przez Stany od granicy z Meksykiem aż po Kanadę.Ciągnie się przez trzy stany: Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Każdy z nich oferuje jedyne w swoim rodzaju krajobrazy, przygody i doznania. Wije się przez pustynie i lasy deszczowe, wspina się na ośnieżone szczyty i przekracza rwące rzeki. A wraz z nim wszyscy śmiałkowie, którzy pragną zmierzyć się z jednym z najdłuższym szlaków Ameryki Północnej. I nie dajcie się zwieść sielskim kadrom - w 2017 Pacific Crest Trail pochłonął kilkanaście istnień, głównie podczas przepraw przez strumienie.
Z zapartym tchem oglądałam filmik z przekraczania jednej z rzek, który otwiera oczy. Pokazuje, jak w ułamku sekundy z sytuacji - wydawałoby się - pełnej kontroli można przejść do walki o życie. Jak niewiele trzeba, by stracić grunt pod nogami i zostać porwanym przez rwący nurt. Emocjonujący obraz w połączeniu ze spokojnym komentarzem Kamili robił naprawdę niesamowite wrażenie. Poza tym zdjęcia - a każde takie, że z przyjemnością oprawiłabym je w ramkę i powiesiła na ścianie. No i opowieści - w sumie o codzienności. O codziennej drodze, o ludziach spotkanych na szlaku, o różnych terenowych przeszkodach. Tyle, że codzienność nieco różni się od tej warszawskiej ;) Bardzo doceniłam również kilka chwil poświęconych etyce takich wypraw - temacie niezbyt chętnie podejmowanym przez prelegentów. A przede wszystkim bardzo ciekawe uwagi na temat - cóż, dotyczący w ten czy inny sposób nas wszystkich - publikowania w mediach społecznościowych.
![]() |
| fot. Getaway Festival |
![]() |
| Walka trwa :D fot. Kamila Gajewska |
Późnym popołudniem festiwalowy korytarz obiegła wiadomość - można polecieć balonem! Z początku wcale nie paliłam się do tej idei - lecieć gdzieś wysoko, w tym malutkim drewnianym koszu? Nie ma mowy! Gdy jednak okazało się, że cała przejażdżka trwa jakieś trzy minuty, a balon jest uwiązany do ziemi - błyskawicznie decyduję, że nie można przepuścić takiej okazji :) Poszłyśmy więc z Asią i Kamilą nad Wartę, zlokalizowałyśmy balon, ale niestety... nigdzie nie poleciałyśmy, bo zbyt silnie wiało. Udało się przy drugiej próbie. Zmierzchało, gdy oderwałyśmy się od ziemi. Było świetnie, tylko szkoda, że tak krótko. Gdy już odważyłam się wyprostować nogi, zaczęłam z kolei obawiać się, że płomień spali mi włosy. Szczęśliwie obyło się bez strat własnych i w pamięci pozostały mi głównie piękne widoki Poznania o zmierzchu.
![]() |
| fot. Kamila Gajewska |
![]() |
| Śpiące królewny fot. Kamila Gajewska |
Dalszy ciąg leniwej niedzieli upłynął na kolejnych zmaganiach ze slackiem, polegiwaniem na hamaku - no i oczywiście w pełnej gotowości na stoisku ;) Popołudniu wybrałam się jeszcze posłuchać opowieści Wojtka Grzesioka o zdobyciu Denali Filarem Cassina. No i co tu dużo mówić - było przyjemnie i zabawnie, jak to na prelekcjach Kaniona :) Uciekamy z Poznania, zanim na
meczu Legia-Lech zaczęło robić się gorąco... Do następnego, to był piękny czas!
![]() |
| fot. Getaway Festival |









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz