Ale wtedy była sobota, a Maja Włoszczowska z uśmiechem na ustach gnała po drugie w karierze wicemistrzostwo olimpijskie. Wiedziała, że nikogo nie wyprzedzi ani nie zostanie dogoniona. Ten medal był już jej.
Po dekoracji płakała. Nie ze szczęścia. Łzy pojawiły się, gdy prezentowała reporterowi gumową opaskę, którą na czas wyścigu założył cały zespół. Na białym tle dwa słowa: Marek Galiński. Jej trener, mentor, przyjaciel. Zginął dwa lata temu w wypadku samochodowym. I zdanie, które tak często powtarzał: just do your job.
![]() |
| źródło: profil facebookowy Mai Włoszczowskiej |
Opaska z tym hasłem przydałaby się chyba wszystkim polskim olimpijczykom. Ot tak, dla przypomnienia. Sportowcom, trenerom i działaczom.
Media lubują się w "pompowaniu balonika" - to wiadomo nie od dziś, zdążyliśmy się chyba wszyscy przyzwyczaić. Tyle że tym razem podstawą rozważań i przewidywań były zwykle twarde fakty, a nie pobożne życzenia. Wyśrubowane rekordy życiowe, świetne wyniki na Mistrzostwach Europy i świata. Coś nie zagrało. Co - nie mnie oceniać - są od tego mądrzejsi.
Ale wiem, że niepotrzebna była cała ta otoczka. Zawodnicy oskarżali trenerów, trenerzy oskarżali działaczy, działacze oskarżali zawodników. Błędne koło.
Płotkarz Patryk Dobek obwinia szkoleniowca o nieodpowiednie plany treningowe. Związek Pływania grzmi, że wyniki były poniżej oczekiwań, zaś pływacy tłumaczą, że działacze nie zapewnili im odpowiednich warunków. Przez czyjeś przeoczenie Konrad Czerniak... nie został zgłoszony do jednego z wyścigów. Kolarka Małgorzata Wojtyra, która samodzielnie wywalczyła kwalifikację olimpijską, podczas rywalizacji decyzją trenera... została zastąpiona przez inną zawodniczkę.
Trochę tego jest, prawda? O głośnych wpadkach dopingowych polskich ciężarowców nawet nie wspominając...
Kto zawinił? Nie wiem. Rozumiem rozgoryczenie zawodników, trenerów, działaczy. Rozumiem, że gdy z powodów niezależnych od siebie traci się szansę na dobry (albo jakikolwiek) wynik podczas najważniejszej imprezy czterolecia, to chce się ten żal wykrzyczeć jak najgłośniej. Ale - patrząc z mojej perspektywy, perspektywy kibica - otaczająca polską ekipę atmosfera nieporozumień i kontrowersji bynajmniej nie poprawiała i tak niezbyt korzystnego wrażenia. Gdyby każdy trybik w tej wielkiej machinie zwanej reprezentacją olimpijską po prostu robił swoje, wyniki byłyby może nie na medal, ale zapewne bardziej satysfakcjonujące.
Są takie dyscypliny, które - na co dzień niespecjalnie popularne i zdecydowanie niemedialne - mają swoje pięć minut tylko raz na cztery lata, podczas Igrzysk. Kolarstwo górskie z pewnością się do nich zalicza. Majka Włoszczowska (i wielu innych polskich sportowców, absolutnie nie tylko medalistów) swoją szansę wykorzystała najlepiej, jak mogła.
![]() |
| źrodło: profil fb Majki Włoszczowskiej |


A co sądzisz o zdaniu, które pojawiło się w podsumowaniu igrzysk w Gazecie Wyborczej, że może powinniśmy mniej martwić się liczba medali a bardziej fatalna kondycja fizyczna młodego pokolenia? I ze lepiej być jak Finlandia, która zdaje się na samym dole klasyfikacji medalowej, ale za to wszyscy uprawiają tam jakiś sport?
OdpowiedzUsuńTrzeba by było zrobić jakiś głębszy research, jak fińscy sportowcy się prezentują na listach światowych. Jeśli chodzi o Polaków, to problemem był moim zdaniem niewykorzystany potencjał. Inaczej się patrzy na sportowca, który jest w danej dyscyplinie 30. na świecie i nie zdobywa medalu, a inaczej na takiego, który jest 3. czy 4. i przepada w eliminacjach. (A kolejna rzecz jest taka, że Finlandia na Igrzyskach Zimowych sobie po części podbija dorobek medalowy, a takie np. USA się dużo gorzej prezentuje tam.)
OdpowiedzUsuńReasumując, nie wydaje mi się, żeby dużo medali i aktywność społeczeństwa się wzajemnie wykluczały, a raczej wręcz przeciwnie: sukcesy olimpijskie pociągają za sobą większą ilość uprawiających sport :)