Czekałam długo na ten Dzień. Na Dzień, kiedy nie ruszając się z murów rodzimej uczelni będę mogła przenieść się w wysokie góry i spotkać znajomych z różnych krańców Polski. Wreszcie jest! Do ostatniej chwili trwają różnorakie ustalenia, dogrywanie kilku spraw - po to, żeby w środowe popołudnie wszystko zagrało idealnie :) W efekcie już kilka minut po czternastej ląduję w Starym BUWie. Szybko odnajduję Asię i już we dwie czekamy na pozostałych. Po budynku krąży już wiecznie uśmiechnięta i niezmordowana w organizacji przedsięwzięć wszelakich Mirella, powolutku zaczynają zbierać się pierwsi goście.
 |
| Działamy! fot. Magdalena Liszewska |
Podobnie jak w zeszłym roku, sporą atrakcję stanowi możliwość zbadania swojego wieku serca. Poza tym dookoła auli pojawia się mnóstwo stoisk: oczywiście współorganizującej Dzień Górski Fundacji Kukuczki i książkowe, ale też oferujące kolorowe czapy, etniczną biżuterię i tatrzańskie zdjęcia. No i cóż: świetnie, że impreza się rozwija! Przybywają kolejni prelegenci: Jerzy Natkański, Paweł Michalski, Piotr Tomala, Darek Załuski... Uściski, powitania, uśmiechy :) Docierają też dziewczyny-wolontariuszki (bo dziś fundacyjny skład stuprocentowo żeński - z pewnym, grającym podwójną rolę, wyjątkiem ;)). Na sali trwa już prelekcja Moniki Rogozińskiej, opowiadającej o swojej książce "Lot koło Nagiej Damy".
 |
| Chłopaki i dziewczyny na auli, ja na stoisku :) |
Robi się gorąco! Podczas spotkania z ekipą z letniego K2 aula jest już niemal pełna, a tlen szybko staje się towarem deficytowym. Tym razem nie mam okazji posłuchać himalajskich opowieści chłopaków, bo zostaję na posterunku. Ale nie ma tego złego... przy stoisku też można posłuchać fascynujących historii, a gdy duchota wygania z sali koleżankę - i tak wślizguję się (oczywiście bez potknięcia na nieoświetlonych schodach by się nie liczyło ;)) na końcówkę prelekcji. Oglądam po raz enty film z tegorocznej wyprawy unifikacyjnej (i nadal polecam, do obejrzenia o tu:
klik!), słucham ostatnich pytań dotyczących, cóż za niespodzianka... zimowego K2 :)
 |
| Zdjęcia z fanami ;) Paweł Michalski, Piotrek Tomala, Jurek Natkański i Darek Załuski fot. Magdalena Liszewska |
 |
| Martyna Wojciechowska inspiruje... fot. Magdalena Liszewska |
Potem mikrofon pozostaje już do wyłącznej dyspozycji gwiazdy wieczoru - Martyny Wojciechowskiej. Aula pęka w szwach, a przedterminowe wydostanie się ze spotkania graniczy z cudem. Po prelekcji jeszcze długo w noc będzie Martyna podpisywać książki i robić sobie zdjęcia z fanami. Na tyle długo, że zaistniały poważne wątpliwości, czy gościom i organizatorom uda wydostać się z terenu kampusu ;) Na szczęście wszystkim bezproblemowo udaje się dotrzeć w okolice Placu Zawiszy, by w nieco bardziej kameralnej atmosferze kontynuować wieczorną integrację.
Ugościła nas
Klubokawiarnia Szczyt Wszystkiego, za co oczywiście pięknie dziękujemy. Osobiście jestem tą nową miejscówką na mapie Warszawy zachwycona (za czym przemawia fakt, że właśnie tu tworzę rzeczony wpis)! :) Klimat (wysoko)górski, fajne jedzenie i napoje, a do tego przemiła, zarażająca pasją i energią właścicielka - czego chcieć więcej?
Niemal tuż za drzwiami przed strudzonymi wędrowcami staje (dęba!) pierwsza przeszkoda - strome kręcone schody. Na pięterku można się więc poczuć prawie jak zdobywca ośmiotysięcznika, co samo w sobie wprawia nas w radosny nastrój, który dopełnia jeszcze urocza tabliczka <3 Wspólnymi siłami testujemy chyba większość pozycji z menu. Werdykt jest jednogłośny - wszystko pyszne! Po zaspokojeniu głodu możemy już ze spokojem czekać na znajomych dojeżdżających kolejnymi autami. Impreza powoli się rozkręca... i tylko strach pomyśleć, że to już niemal 23.
 |
| Poznajecie tego pana? No i ta tabliczka... jak nie kochać? |
Kolejnych kilka godzin upływa nam baaaardzo wesoło :) Rozmowy, śmiechy, picie i jedzenie... jest cudownie, jest pięknie. Łatwo zapomnieć, że gdzieś tam, za drzwiami, jest świat pełen obowiązków, monotonii i strachów. Póki co są świetni ludzie, świetne miejsce, kolejne tematy rozmów, które nigdy się nie kończą i kolejne wybuchy niepowstrzymanego śmiechu. I moglibyśmy tak spędzić czas do rana... gdyby to nie był środek tygodnia, gdyby na wszystkich nie czekała już za parę godzin szara rzeczywistość. Więc taksówka, powrót do domu, później już tylko bezsenna noc (może z nadmiaru emocji) i odebrana nad ranem wiadomość, że do domu dotarli już nawet ci, co mieli najdalej.
 |
| W komplecie :D |
Pięknie dziękuję za ten wieczór (noc?)! Było - jak zawsze zresztą z Wami - cudownie. A teraz... byle do KFG!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz